poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział III


Przestraszyłam się nie na żarty, kiedy dziewczyna, którą widziałam niecałą godzine temu nagle się teleportowała. Podbiegłam do niej bez słowa i pomogłam jej się podenieść. Odwiesiłam obraz i czekałam na wyjaśnienia od mojej przyjaciółki, jednak ona nie zamierzała zacząc rozmowy.
-Co to było, do cholery? - ta cisza naprawdę była uciążliwa.
-Nie wiem, rano miałam to samo. - odparła.
-Ale gdzie ty byłaś? - dopytywałam się
-Wydaje mi się, że przeniosłam się w czasie.
Czyli skoro ona się przenosi w czasie to oznacza tylko jedno...jest podróżniczką w czasie.
-Jestem podróżniczką….- do niej to też nie docierało - ..... w czasie.
Mój mózg za szybko nie funkcjonował i dopiero po jakimś czasie, docierały do niego różne słowa. Chwila, chwila czyli dziewczyna, którą znałam i dotąd była zwykłą dziewczyną tak jak ja, nagle stała się kimś innym, inną osobą.
Nie to tak nie mogło zostać. Szybko wstałam i zaczęłam wychodzić.
-Gdzie ty idziesz?- spytała zaskoczona moją nagłą reakcją.
-Trzeba komuś o tym powiedzieć- to było chyba oczywiste.
-Nie, proszę, - błagała - Na razie nie chcę, aby ktoś więcej wiedział.
Pokiwałam głową, ale jak dla mnie,  prędzej czy później i tak wszyscy się dowiedzą.
Chwila, skoro nie chciała, żeby się nawet Van dowiedziała, to musi dowiedzieć się ktoś inny. Podeszłam do niej i pociągnęłam za sobą w stronę drzwi.
-Co ty wyprawiasz? - zapytała zaskoczona
-Chyba nie zamierzasz tak siedzieć. Trzeba to komuś zgłosić. Ktoś się musi o tym dowiedzieć.
-Ale komu ty chcesz to powiedzieć? - dociekała
-Jeszcze nie wiem.
Fakt, nie wiedziałam komu chcę wyjawić jej malutki ,,sekret". Wiedziałam jedynie, że nie może tak być, przecież inni podróżnicy chyba nie przenoszą się tak znienacka. Zjechałyśmy tą nieszczęsną windą na dół, w której nadal bałam się czegokolwiek dotykać i udałyśmy się do pingwina. Jejku, ona znowu była pochłonięta w tej swojej lekturze. Nie żebym miała coś do czytania, bo ja sama przecież uwielbiam czytać, ale ona czyta jedną i tą samą książkę.
-Witajcie dzieciaczki. Co was do mnie sprowadza? - spytała, jak zawsze miłym tonem.
-Musimy porozmawiać z kimś kto zna się na podróżach w czasie. -uniosła brew - Chodzi o to, że Claire jest podróżniczką.
-Dobrze, chwileczkę.
Wykonała kilka telefonów i, jak mi się wydaję, miała trochę problemów przez nas. Po chwili powiedziała nam gdzie miałyśmy się udać. Szłyśmy właśnie jakimś długim korytarzem, jak mnie to rozbrajało, że wszystko tutaj jest takie nowoczesne. Następnie weszłyśmy do pokoju numer 37, gdzie był kolejny korytarz i dwie pary drzwi. Nagle z jednych wyszła jakaś osoba. To był Strażnik Nocy.
-Witam panie. To, która z was jest tą podróżniczką?
-Ja. - mina strażnika wyrażała jakby ta odpowiedź go nie utysfakcjonowała- Claire Grey.
 -Moje drogie zacznijmy od tego, że ty nie możesz być podróżniczką.
-A, to dlaczego niby nie może być? - ten gośc zaczynał działać mi na nerwy.
-Bo krąg jest już zamknięty.- odparł niewzruszony.
Nie ogarniałam zbyt bardzo o jaki krąg jemu chodziło, ale skoro jest zamknięty to coś mi się tu nie zgadza.
-Co? - spytałyśmy razem oburzone.
-Jak to co? Krąg jest zamknięty i to niemożliwe, jak wam się tak bardzo nudzi to idźcie się pouczć.
Odwrócił się i zniknął za drzwiami którymi przyszedł. Trochę mnie to wkurzyło. Stałyśmy w tym korytarzu jak dwie idiotki i się na siebie gapiłyśmy. Żadna z nas nie pojmowała co ten gościu właśnie powiedział. Westchnęłam i wróciłyśmy na nasze piętro w ciszy. Po drodze mijałam rozwydrzonych 10-latków, którzy wracali dopiero do domu. Miałam ich po dziurki w nosie, a to był dopiero pierwszy dzień szkoły. Poszłam po Van, bo stwierdziłam, że kto jak kto, ale ona powinna wiedzieć. Wszystkie razem udałyśmy się do mojego pokoju. Wkurzało mnie to, jak tutaj są ustawione meble, ale jak będę miała czas to tutaj zrobię małe przemeblowanie. Dlatego teraz je tylko troszkę poodsuwałyśmy, aby mieć miejsce usiąść na wielkim, beżowym dywanie. Usiadłyśmy po turecku i opowiedziałyśmy o wszystkim Van.
-Powiedzmy, że rozumiem, ale.. co za przygody miałaś tam dokładnie, znaczy jak się przeniosłaś w czasie, to co tam było?
Jak widać Van lepiej wszystko przyjęła i jej mózg nadal normalnie funkcjonował, chociaż nie jestem tego taka pewna, bo ona od zawsze była pokręcona.
-Znaczy nie jestem pewna, ale pierwszy raz przeniosłam się do przeszłości, ludzie tutaj latali jak pokręceni…. drugi raz przeniosłam się kilka miesięcy do tyłu, jak tutaj remontowali to wszystko.
-Czyli przeniosłaś się do przeszłości.- sprostowałam.
-No tak.- potwierdziła.- Co teraz zrobimy? Przecież ja tak nie mogę się w pewniej chwili przenosić do innych czasów.
-Zaczniemy działać…- Stwierdziła Van.
W tym samym momencie do pokoju wpadli dwaj bracia Cullenowie, widać przed chwilą mieli jakąś zabawną przygodę, bo byli cali od ucha do ucha uśmiechnięci i zadowoleni. Powolnym, jak na nich, krokiem zaczęli wchodzić do pokoju i wpychać się miedzy nas. Emmett oczywiście usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem, jak to miał w zwyczaju. Dla niego zawsze byłam małą istotką.
 -Co wy chcecie robić, znaczy przepraszam, działać.- Emmett był bardzo dociekliwy.- Bez nas?
-Nic- Podróżniczce naprawdę zależało na tym, aby nikt nie wiedział.
Edward siedzący naprzeciwko mnie spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Oznaczało to późniejsze tłumaczenie. Spuściłam głowę, chociaż to było złe posuniecie. Teraz jeszcze bardziej będzie naciskał, próbując wydobyć ze mnie informacje.
-Dobra, ja idę, zmęczona trochę jestem. - odezwała się Claire, próbując jak najszybciej stąd uciec.
-Pójdę z tobą. – zaproponowałam.
-I ja też. - dołączyła się Vanessa.
Jednak nie poszło wszystko jak spłatka. Nasza podróżniczka podnosząc się, zemdlała. Emmett w ostatniej chwili ją złapał i zaniósł do jej pokoju przy pomocy Vanessy. Nie wiem jak to się stało, ale byłam sparaliżowana podczas tego całego zajścia i dopiero, gdy usłyszałam jak ktoś przekręca zamek w drzwiach tym samym zamykając je, ocknęłam się. To Edward zamknął drzwi.
-Usiądź sobie.-powiedział opiekuńczym tonem.
Jak zaproponował, tak zrobiłam. Usiadłam na sofie. Byłam w stu procentach pewna, że teraz się stąd nie wydostaę, ale zawsze warto było spróbować.
-Muszę iść do niej. – wyjaśniłam i wstałam
Położył dłonie na moich ramionach i pomógł mi z powrotem usiąść. Właściwie, to zmusił mnie, abym usiadła.
-Poradzą sobie sami. A ty mi mów o co chodzi, bo nie wierzę, że ,,nic’’.
No, a nie mówiłam, że mi teraz spokoju nie da? Jedyny plus, że w myślach mi nie czyta. Chwilka, przecież fakt mi nie może czytać, ale czemu u dziewczyn nic nie wykrył.
-Przecież wiem, że umiesz czytać w myślach, mój drogi i wychwyciłeś to od dziewczyn. - odpowiedziałam, zakładając ręce na piersi -A po za tym przecież nie ogłuchłeś i usłyszałbyś wszystko nawet jakbyś był na dole - dodałam i uśmiechnęłam się przebiegle.
-Po pierwsze nie zapominaj, że chwilowo je utraciłem, bo miały wszystkie dostęp do Twojej główki, a po drugie te ściany są tak specjalnie zrobione i coś w nich jest, że nawet będą w tym pokoju nie słyszę co się dzieje obok. - odparł, a mi mina zrzedła.
-No tak. - nic więcej nie potrafiłam powiedzieć.
Przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy. Żadne z nas nie miało zamiaru odezwać się pierwsze. Wampir czekał na wyjaśnienia, a ja nie miałam ochoty się tłumaczyć.
-No powiesz mi w końcu co się dzieje? - był już trochę wkurzony i ja naprawdę nie chciałam i nie miałam zamiaru tego pogarszać, ale nie dało się inaczej.
-No naprawdę nic, tak sobie tylko rozmawiałyśmy, przecież zawsze u którejś w domu przesiadywałyśmy i gadałyśmy.
-Proszę Cię. ,,Zaczniemy działać’’- zacytował - Może mi powiesz, że macie iść na zakupy i zaczniecie działać same, albo same zaczniecie odrabiać prace domowe?
-Jejku, Edward naprawdę nic się nie dzieje. – skłamałam -Przecież bym Ci powiedziałam.
-Bella, wiem, że wszystko byś mi wyjaśniła, ale nawet wtedy, gdyby ktoś poprosił cię, abyś milczała?
Czyli jednak coś podejrzewał. Niedobrze.
Nie odpowiedziałam, a on dalej drążył temat
-To jak, powiesz mi?
-Nie mam Ci nic do powiedzenia, nie rozumiesz?- chyba trochę za bardzo podniosłam głos.
-Dobra, nie chcesz to nie mów, ale wiedz, że ja się dowiem.
Jeo głos brzmiał ostro, był na mnie zdenerwowany.
Zaczął ludzkim krokiem wychodzić z pokoju, był tak zbulwersowany, że nawet się na mnie obraził, a zdarzało mu się to naprawdę bardzo rzadko.
-Edward, proszę, zaczekaj.- próbowałam go jakoś zatrzymać. Odwrócił się w moją stronę.- Proszę nie obrażaj się, naprawdę nie mam nic do ukrycia. Proszę, nie gniewaj się, dobrze wiesz, że nie lubię się z tobą kłócić. - błagałam, a w oczach stanęły mi łzy.
-Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej.- jego chłodny głos mnie przeraził.
Jego słowa zabolały. Były jak cios w policzek.
Nigdy nie był wobec mnie chamski, ani oschły tak jak w tym momencie. Nie miałam przed nim tajemnic, bo zawsze trzymał ,,gębę na kłótkę", a moje przyjaciółki nigdy nie wymagały, abym przed nim coś ukrywała. Teraz było inaczej. Claire jasno wyraziła się, aby nikomu o tym nie mówić. Bez wyjątku.
Jeszcze zanim Edward zdążył zamknąć drzwi, wybuchłam płaczem. Zatrzymało go to na chwilę, ale tylko na ułamek sekundy. Potem wyszedł, trzaskając drzwiami.
Nie byłam silna, czasami mi się zdarzało, że niektóre słowa mnie raniły i wybuchałam płaczem, a niekiedy udawało mi się powstrzyamć nadmiar emocji.
Wyszłam z pokoju i zaczęłam dobijać się do mieszkania Edwarda. Nie wiedziałam czy tam był, ale i tak się nie poddałam. W końcu usiadłam przed drzwiami i czekałam na niego.
Po kilku minutach Vanessa wyszła z pokoju Claire.
- A co ty tu robisz?- spytała zaskoczona.
-Pokłóciłam się z nim. - ruchem głowy wskazałam drzwi wampira-Jak u niej?- szybko zmieniłam temat.
-W miarę. Emmett z nią siedzi, a ja właśnie mam do ciebie sprawę.
-Jaką?- podniosłam się.
-W bibliotece jest takie miejsce gdzie nikt nie może wchodzić, bo niby to jest tylko dla Strażników. W sensie, że tylko oni tam mogą przebywać. - pokiwałam głową na znak, że rozumiem- I jak, myślisz, czy to miejsce, gdzie w spokoju siądą i poczytają ,,Anie z Zielonego Wzgórza"?
-Nie wydaje mi się.
-No właśnie, myślę, że tam możemy coś znaleźć.
-Idziemy. - odpowiedziałam bez wahania.
Starałyśmy się nie zwracać na siebie uwagi. Akurat była godzina, kiedy wszyscy siedzieli albo u siebie w pokojach, albo w bibliotece. Dlatego też, miejsce do którego się udałyśmy, było zatłoczone.
-Znalazł się.- Vannessa dała mi kuksańca.
-Kto? Gdzie? - zapytałam zdeozrioentowana.
Wtedy zauważyłam naszą kochaną królową u boku wampira, z którym się niedawno pokłóciłam. Gdy tylko Emily mnie zobaczyła, przyłożyła dłoń do policzka Edwarda, po czym przekręciła jego głowę w swoją stronę i go pocałowała. Nie żebym miała coś do tego, z kim spędza czas, ale on przecież dobrze wie, że ja jej nienawidzę. Fajnie, że jak się ze mną pokłóci szuka pocieszenia u NIEJ. Chłopak się od niej oderwał i, no cóż tak całkiem przez przypadek natknął się na moje spojrzenie. Spuściłam głowę, cała wściekła.
-Chyba tutaj za dużo ludzi, przełóżmy to na jutro, albo później przyjdźmy. - mówiłam takim głosem, że Van bez dodatkowych pytań wyprowadziła mnie z biblioteki. Nie wiem czemu ciągnęła mnie za sobą biegnąc, ale już po chwili byłyśmy w windzie.
-Czemu biegłyśmy?
-On próbował cię dogonić, a ty raczej nie byłaś w stanie z nim rozmawiać. - wyjaśniła, waląc pięścią w guzik z numerem naszego piętra.
-Skąd wiesz?
-Skoro Twój przyjaciel szuka pocieszenia u dziewczyny, której Ty nienawidzisz, to chyba to jest jeden powód. A po drugie wyglądałaś jak zbity pies. - wytłumaczyła
-Dzięki. Fakt, wkurzył mnie. Wiem, że ona się mu ciągle podlizuje, no ale w takiej sytuacji. - powiedziałam, ukrywając twarz w dłoniach
Wyszłyśmy z windy. Cała byłam roztrzęsiona, co sprawiało, że nie mogłam znaleźć kluczy i tego głupiego breloczka, który wpuści nas na piętro.
W korytarzu od razu rzuciła nam się postać stojąca przed moimi drzwiami. No tak są jeszcze schody, które z łatwością pokonał.
Van posłała mi spojrzenie pełne współczucia. Wiedziała, że teraz już mi nie może pomóc. Pożegnała się ze mną i udała do swojego pokoju. Sam na sam z nim, w takiej sytuacji.
-No słucham. - odezwałam się, nie ukrywając mojego zdenerwowania i niechęci do jakiejkolwiek rozmowy z nim.
-Ona poprosiła mnie, abym pomógł jej w….
-Nie interesuje mnie w czym jej chciałeś pomóc.- przerwałam mu.- Po prostu nie wierzę, że szukałeś pocieszenia akurat u niej.
-To przez przypadek tak wyszło.- próbował się tłumaczyć
-Powiedziałam nie interesuje mnie to. - powtórzyłam, być może trochę za ostro.
Przeszłam obok niego, próbując otworzyć drzwi.
-W sumie, to jest twoje życie i rób co chcesz. Nie powinnam tak zareagować, ba! Nie mam prawa wpieprzać się w twoje życie.
Tak! Udało mi się otworzyć drzwi.
-Nawet tak nie myśl. - odezwał się ostro i złapał mnie za ramię, uniemozliwiając jakikolwiek ruch.
Odwróciłam się do niego, a po policzku spłynęła mi jedna, samotna łza.
-Przepraszam. –  obydwoje w tym samym czasie powiedzieliśmy.
Przytulił mnie i staliśmy tak w ciszy przez kilka minut.
-Dobra, chodź. Nie będziemy tutaj tak stali.
Rozejrzałam się.
-Czyli już wszystko w porządku? - upewnił się
Pokiwałam głową. Od razu się rozweselił i poszedł poszukać jakiegoś filmu. Ja w tym czasie zrobiłam sobie do jedzenia moją ulubioną potrawę, czyli płatki z mlekiem oraz kilka kanapek dla Edrwda. Chłopak ustawił meble tak, jak były wcześniej i już po chwili siedzieliśmy obok siebie na kanapie i oglądaliśmy film.
-Mam do ciebie jedno pytanie. I nie wymagam jakiś długich odpowiedzi. Powiedz po prostu ‘’tak’’, albo ‘’nie’’.- spojrzałam na niego. O co mu chodzi? -Czy ukrywasz coś przed mną, bo któraś z dziewczyn cię o to poprosiła?
Było mi trochę głupio, że go wtedy okłamałam, ale musiałam. Pozostało mi tylko mieć nadzieje, że to zrozumie.
-Tak, ale wiesz, że nie robię….- nie pozwolił mi dokończyć tylko przyłożył palec do moich ust.
-Nie wymagam nic więcej. Rozumiem. - odpowiedział i wrócił do oglądania filmu
-Teraz, to ja mam pytanie i w odpowiedzi chce ‘’tak’’, albo ‘’nie’’.- zaskoczyłam go tym -Jesteś zły?Może to było głupie pytanie, bo wcześniej się pokłóciliśmy i był zły, ale ciekawiło mni.e jak jest teraz.
-Troszkę tak.- po chwili ciszy jednak dodał -Myślałem, że mi nie ufasz, albo, że cię wcześniej czymś zraniłem. Po prostu zdziwiło mnie to, bo zawsze wszystko mi mówiłaś, a teraz nie chciałaś. To dla mnie...nowa sytuacja i muszę się z nią oswoić.
_______________________________________________________________________________
Mam nadzieję że się spodoba :3 

sobota, 10 maja 2014

Rozdział II

Mówiąc prawdziwi ludzie, miałam na myśli ludzi normalnych, a nie takich jak ja, Van czy Claire, czyli Nadeli. Krótko mówiąc, są nas cztery grupy. Najbardziej poszkodowaną grupą jesteśmy my, znaczy  Nadelowie, ponieważ mamy najwięcej nauki. Musimy się uczyć walczyć, bronić i to co najważniejsze, czyli co zrobić, aby ukryć istnienie trzech innych gatunków. Nazwano nas Nadel, ponieważ jesteśmy porównywani do aniołów, a Nadele jest aniołem. Nas też w sumie uznaje się jako ludzi, ale tak naprawdę przecież jesteśmy Nadelami.
-Bells, kto to był?- próbował dowiedzieć się Edzio.
-Spotkałam tego chłopaka kilka lat temu…. opowiadałam Ci o nim, ten co zaprosił mnie potem na kawę.- wytłumaczyłam.
-Ah, no tak, już pamiętam.
Byliśmy w pokoju i oglądaliśmy jakiś film. Takie wspólne spędzanie czasu. Dziewczyny już od kilku godzin buszowały po centrum handlowym, a Emmett poszedł poznać nowych uczniów.
-Idę zrobi sobie herbatę, zaraz wracam.
Wstałam i poszłam zrobić sobie swój ulubiony napój z malinowym sokiem.
-Tak się zastanawiam Bello, jak smakuje ludzka krew, taka twoja na przykład.
-Nawet nie myśl o jej spróbowaniu, bo dobrze wiesz co ci za to grozi.
Picie ludzkiej krwi było karane. Nie wiem jak, bo zawsze te osoby gdzieś zabierają i sama nigdy się nie spotkałam człowieka, który został ukarany i powrócił do Akademii. Chętnych na próbowanie było wielu.
Przyszłam do salonu, odstawiłam herbatę i usiadłam obok niego z podkulonymi nogami.
-A co byś zrobił, gdybyś mógł spróbować? - naszła mnie pewna myśl, a dokładnie wpadłam na pomysł.
Ze mną jest tak, że najpierw mówię jedno, potem robię drugie. Na przykład, najpierw mówię, że nie zabiję się, a potem idę i się zabijam. Oczywiście to jest tylko przykład.
-Wiesz, z chęcią bym spróbował, bo bardzo mnie ciekawią jej właściwości. Na pewno nie smakuje tak samo jak krew zwierząt. Twój zapach jest taki cudowny, ogólnie zapach ludzi jest apetyczniejszy, niż inne.- nagle go zatkało i spojrzał na mnie przerażony. - Co miałaś na myśli mówiąc ,,gdybym mógł spróbować’’?
-No wiesz, zawsze jest jakiś sposób, żeby to wypróbować, a ja na taki jeden wpad….
-Nie, stop!- wykrzyknął -  Ty nawet o takich rzeczach nie myśl! Zabraniam ci, przecież nigdybym tego nie zrobił, a przynajmniej nie tobie!
Chodziło mi o to, żeby ten wampir spróbował mojej krwi, tak jak to robi na zwierzętach, ale jak widać mój pomysł nie był najlepszy. No cóż, zawsze można byłoby wykorzystać kogoś innego, no ale skoro nie chce, to nie.
-Dobra, spokojnie. - odpowiedziałam, ponosząc ręcę w obronnym geście.
Ktoś zapukał do mojego pokoju. Na pewno nie były to dziewczyny wracające z zakupów, bo one weszłyby bez pukania.
Poszłam otworzyć drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu, w progu stali rodzice Edwarda.
Esme i Carlisle to dobrzy ludzie, są oni Strażnikami Nocy.
Strażnicy to najważniejsi, zaraz po królowej, ludzie. To oni w większości decydują o nas i zajmują się wszystkim. Od różnych zamówień jedzenia na stołówkę, poprzez naukę i zasady jakie nas w szkole obowiązują.
Przywitałam się z nimi, a oni wyprosili Edwarda, prosząc go, aby nic nie podsłuchiwał, ponieważ ta rozmowa jest bardzo ważna. Mogłam się założyć, że wampir w tym przypadku posłuchał swoich rodziców. Wyszedł bez słowa, zostawiając mnie z dwoma wampirami.
Zaproponowałam, aby usiedli na sofie. Co mnie najbardziej zdziwiło w tym wszystkim? To, że oni tutaj przyszli. Prawda, czasami ze sobą rozmawiamy, ale te rozmowy są zawsze w większym gronie, nigdy nie było takich na osobności.
-Bello - zaczął Carlisle - ostatnio robiliśmy wielkie porządki u nas w domu i znaleźliśmy to. -W tym momencie Esme wyciągnęła niewielkich rozmiarów szkatułkę, przyozdobioną mnóstwem kolorowych kamyczków.
-Twoja mama nam to dała, zanim umarła.- wytłumaczyła Esme.
O nie! Skąd oni wiedzieli?
-Wiesz, co to jest?- spytał Carlisle, a ja pokręciłam głową -My też nie. Twoja mama przyjechała równy rok przed swoją śmiercią mówiąc, że widziała we śnie swój zgon i poprosiła nas, żeby ci to przekazać, kiedy umrze. Nie chciała dawać tego tacie, bo między nimi już wtedy było źle, a także wiedziała, że może nam zaufać.
-Co jest w środku? - zapytałam bez ogródek.
-Nie wiemy. - odparła Carlie - Prosiła, abyś była pierwszą osobą, która to otworzy.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. Przysunęłam szkatułkę do siebie i  powoli ją otworzyłam.
W środku na miękkiej, czerwonej poduszce leżał kamień. Nie byłam pewna, ale to był chyba złoty topaz. Najdelikatniej jak potrafiłam wyjęłam kamień i zaczęłam się mu przyglądać. W środku było widać, jakby była tam jakaś ciecz. Zauważyłam jeszcze, że na kamieniu było wyryte słowo ‘’somniatis’’. Nie mam zielonego pojęcia, co ono oznaczało. Zerknęłam na szkatułkę, i zauważyłam kawałek wystającej kartki. Ostrożnie wyjęłam ją, nadal trzymając w ręku kamień.

Sny są magiczne córeczko, uważaj na nie, bo stają się rzeczywistością. Zawsze byłaś, jesteś i będziesz w moim sercu.
                                                                                                                                                                                                         Mama.

Kamień, który trzymałam, przycisnęłam do piersi i zaczęłam łkać.
Przez mokre oczy widziałam tylko, jak jakieś postacie się poruszają, a potem usłyszałam jak drzwi się zamykają. Nagle świat przestał dla mnie istnieć byłam tylko ja, kartka i kamień.
W domu mieszkałam z Johnem moim ojcem i Lucy - moją macochą, a nie prawdziwą matką. Był jeszcze Eric, jej syn.
Moja matka zginęła, jak miałam 10 lat, w wypadku samochodowym. Ojciec nie chciał, aby wszyscy wiedzieli, że stracił żonę, z którą i tak się co chwilę kłócił. Nie chciał też, aby ludzie myśleli, że nie mam prawdziwej matki. Bał się, że ludzie zaczęliby się nim interesować, mimo iż wszyscy wszystko bardzo dobrze o naszej rodzinie wiedzieli i znali moją mamę. Nawet bardzo dobrze ją znali. Pogrzeb mamy był skromny i szybki, a wszystko przez ojca.
Znienawidziłam go, tak jak moją macochę.
Nie wiem jak długo tak siedziałam, ale w końcu się opanowałam. Włożyłam wszystko do pudełeczka i zaniosłam je do pokoju. Gdy wyszłam z pomieszczenia, kasztanowłosy stał przy drzwiach. Gdy zobaczył mnie w tak opłakanym stanie, podszedł do mnie w wampirzym tempie i objął.
-Przepraszam. - szepnęłam
-Za co ty mnie przepraszasz?- odsunął mnie lekko od siebie.
-Za to, że nie powiedziałam ci prawdy. - odparłam i znowu wtuliłam się w jego tors               
-Każdy ma prawo do tajemnic. Mogłabyś mi teraz powiedzieć, jak jest naprawdę?
Wzięłam głęboki wdech i odpowiedziałam na zadne pytanie.
-Lucy jest moją macochą, a moja mama zginęła w wypadku samochodowym. Nie mogłam nic mówić, bo mi zabroniono. Miałam trzymać się wersji, że moja biologiczna matka żyje, ale gdzieś wyjechała.
Mówiąc to, znowu do oczu napłynęły mi łzy.
-Już nie płacz.- znowu mnie przytulił.
Jego koszula była już troszkę mokra od moich łez, więc odsunęłam się od niego i w tym samym czasie wpadły dziewczyny. Na mój widok wypadły im zakupy z rąk. Podbiegły do mnie, pytając co się stało, przytulając na zmianę. Wiedziałam, że powinnam im powiedzieć, ale nie chciałam przywoływać wspomnień… znowu. Chcę z tym skończyć raz na zawsze i musiały o tym wiedzieć.
Opowiedziałam im całą historię, a Edward wyszedł zanim zaczęłam jej początek. Później wszystko toczyło się tak szybko. Było już późno, a jutro pierwszy, poważny dzień do szkoły.
-Pójdziesz spać, a my pójdziemy po twój plan i ci go przyniesiemy.-zaproponowała Claire.
Nie byłam w stanie nawet mówić. Nie wiem, czy byłam bardziej zmęczona, czy przytłoczona tym, iż dowiedziałam się, że moja mama mi coś zostawiła, a ja nie wiedziałam, co mam z tym zrobić.

***

Obudziłam się niezbyt wypoczęta, ale bywało gorzej. Pierwsze co skupiło moją uwagę, to mój sen. Pamiętam dokładnie każdy szczegół.
Byłam w szkolnej stołówce, gdy nagle w z głośników usłyszeliśmy, że od dnia dzisiejszego będą przygotowania do balu, dlatego też, każdy z uczniów ma nauczyć się tańca, który będzie rozpoczynał bal, a jednocześnie będzie naszym tańcem rozpoznawczym Akademii Nocy.
Kompletnie nie rozumiem, co to miało oznaczać, ale bardzo dokładnie go zapamiętałam. Kolory, odczucia, każdy szczegół. Po prostu tak jakby to odbyło się naprawdę, a nie tylko w moim śnie. Wampir znów był w moim pokoju i tłumaczył się tym samym co wczoraj. Mój plan lekcji leżał na biurku. Zorientowałam się, że uczył się go na pamięć. Sama byłam ciekawa jakie mam zajęcia, więc wyrwałam prostokątną, różową kartkę z pola widzenia Edwarda i zaczęłam ją studiować.

1. Historia s.33
2.Teoria   s.666
Lunch
3. NWŚL(Nowości W Świecie Ludzi)  s.436
4. Praktyka s.297
5. Ćwiczenia s.274

Nie jest tak źle z tym moim planem. Wszystkie lekcje oprócz historii mamy bez wampirów, zmiennokształtnych i podróżników. Pośpiesznie ubrałam się w mundurek i wyszłam z mieszkania. Przy drzwiach pokoju, stał kasztanowłosy. Odwrócił się w moją stronę, a ja dopiero teraz zauważyłam jak cudownie wygląda w swoim ubraniu. Wczoraj jakoś nie zwróciłam na to uwagi, ale dzisiaj coś mnie w jego stroju poruszyło.
Miał na sobie granatowe spodnie, białą koszule z kilkoma guzikami rozpiętymi przy kołnierzu, marynarkę również z kieszonką i znakiem naszej Akademii oraz czarne buty. Wyglądał bosko, zresztą jak zwykle. Będę musiała przyzwyczaić się do tego.
Moje serce przyśpieszyło tempa i Edward spuścił głowę, próbując się nie śmiać.
-Dziewczyny już poszły. Ja muszę chwilę poczekać na tego miśka.- Miał na myśli Emmetta
-Okey. To ja dołaczę do dziewczyn. - odparłam, odwaracając się na pięcie
-Przed chwilką wyszły, więc powinnaś je dogonić. - krzyknął za mą
No i jej dogoniłam. Nie były daleko, ponieważ zatrzymały je jakieś osoby.
-Jak się dzisiaj czujesz?- spytała blondynka.
-Lepiej, staram się o tym nie myśleć - musiałam szybko zmienić temat.- Jaki jest wasz plan?
Wymieniłyśmy się planami i okazało się, że Teorie mam razem z Claire, Praktykę z Van, a wszystkie razem mamy NWŚL.

***

Jakoś nie śpieszyło mi się na pierwszą lekcje historii. I tutaj ponowna zmiana.
Klasa była wyremontowana i wyposażona w najnowocześniejsze sprzęty. Zamiast różnych plakatów na ścianach, nie było nic, a dotąd zwykła płyta, która miała służyć za coś, na czym nauczyciel miał zapisywać temat, zmieniła się w najnowocześniejszą tablicę multimedialną. Pod ścianą stały szafki, na których stał nowy sprzęt.
Do klasy zaszłam jako jedna z ostatnich. Usiadłam do jedynej wolnej ławki, rozpakowałam książki, mimo iż wiedziałam, że pierwsza lekcja jest organizacyjna i nauczycielka będzie mówiła tylko podstawowe rzeczy, o których już wiemy. Skryłam twarz w dłoniach i czekałam na dzwonek. Nagle podskoczyłam, na dźwięk pewnego głosu.
-A ty, co tak siedzisz? - zagaił Edward
-Jejku, to ty. Przestraszyłeś mnie.-odparłam
Usiadł na wolnym krześle, obok mnie.
-Spodziewałaś się kogoś innego?- wampiry może są trochę wścipskie.
-Nie.
W tym momencie nasza rozmowa dobiegła końca, niestety. Pani Blue przyszła, jak zawsze równo z dzwonkiem i zaczęła nudną, przygotowawczą lekcje. Historia jest ciekawym przedmiotem, ale z tą nauczycielką to gorzej, niż masakra. Jej monotonny głos mnie dobijał. Obiecuję, że od następnej lekcji będę zdolna nawet do pisania liścików do Edwarda.
Następna była Teoria, Claire na szczęście niewypytywała o moje zdrowie. Jednak ona wyglądała nieco dziwnie.
-Coś nie w sosie dzisiaj jesteś.- zauważyłam
-Nie. Czemu? Może za mało spałam. - odpowiedziała pośpiesznie
Nie, na pewno. Muszę dzisiaj iśc do niej i z nią pogadać.
Miałam rację co do tego, że dzisiejsze lekcje będą tylko nudnymi wykładami na temat systemu oceniania i takich tam bzdetów. Miałam ochotę się zabić z nudów.
W ciszy szłyśmy na lunch. Mi cisza nie przeszkadzała. Wręcz uwielbiałam siedzieć cicho i przysłuchiwać się rozmową innych, chociaż czasami są wyjątki. Niespodziewanie ktoś objął mnie jedną ręką w pasie.
-Witajcie, moje małe ślicznotki.-donośny baryton świadczył tylko o jednym, Emmett.
Zauważyłam, że nie tylko mnie objął, ale również moją przyjaciółkę
-Hej. –odpowiedziałam.
Claire nic nie odpowiedziała, co zdziwiło Emmetta. Ten spojrzał na mnie, a ja tylko wzruszyłam ramionami. Nagle przed moimi oczami wyrosły ogromne dłonie i małe pudełeczko przez nie trzymane.
-Co to?- spytałyśmy jednocześnie z Nadele.
-Prezencik na rozpoczęcie roku.
Odwróciłam się do niego i chciałam mu podziękować, ale już go nie było. Prezencik składał się z plecionej ręcznie beżowej bransoletki. Weszłyśmy na stołówkę, która była już zatłoczona, poszyłyśmy po coś do jedzenia, a następnie znalazłyśmy stolik przy, którym czekała już na nas reszta paczki.
-Widzieliście?-  Van wyglądała na szczęśliwą. Nawet bardzo
-Ale co? Ciebie pod prysznicem? Tak. - cały Emmet.
-Nie, nie mnie, ale ten plakat, co wisi na drzwiach stołówki.- widząc nasze pytające spokrzenia, pośpieszyła z wyjaśnieniami. - Co tydzień w piątki, mają być organizowane imprezy, tutaj w Akademii, podobno to też nowa reguła, którą wprowadziła Emily.
-No chyba cię coś  boli.- stwierdziła Claire, która nieco się ożywiła.
-Nie, serio. Trzeba jechać znowu na zakupy i  kupić nowe sukienki.
Zaburczało mi w brzuchu więc zaczęłam jeść to co miałam na tacce i przysłuchiwałam się jak to dziewczyny gadały jakie sukienki byłyby najlepsze i jakie buty by do tego pasowały oraz przyglądałam się chłopakom jak oni gadali i co chwilę się śmieją z kogoś lub czegoś. Mogę się założyć, że Edward znowu wyczytuje myśli niektórych dziewczyn.
Niektórzy zaczęli się już zbierać, ze stołówki, udając się do klas. Wtedy z głośników usłyszeliśmy głos dyrektor McCartney, a ja dostałam Deja vu. Głos w głośniku był chrypły co oznaczało, że to na pewno nasza pani dyrektor.
-Witajcie moi drodzy. Mam nadzieję, że pierwszy dzień nowego roku dobrze Wam mija. Zatem przejdę do rzeczy. Nasza królowa Emily Collins postanowiła, że wprowadzi nowy obyczaj, a zatem za niecały miesiąc, wszyscy uczniowie ostatniego rocznika będą musieli zatańczyć na balu. Jest to obowiązkowe i już dzisiaj, po lekcjach każdy ma stawić się na zajęciach. Powtarzam jest to obowiązkowe i jeżeli któryś z uczniów nie przyjdzie, zostanie ukarany. Wszystkiego dowiecie się na lekcjach, pani Lipton wszystko wam wyjaśnij.  Dziękuje za uwagę i powodzenia.
Na sali wszyscy zamilkli.
-No to świetnie. - skomentowała Van. Sarkazm czasami jest zaraźliwy i już mi się cisnęło żeby coś powiedzieć, ale się powstrzymałam.
-Hahaha, oni wiedzą jak rozbawić ucznia. - nie obyło się bez  komentarza miśka.
Fakt to nie było żadne prima aprilis. Mogli wymyślić coś lepszego, widać nasza Emily jest w złym nastroju i to dośc długo. Z rezygnacją rozstałyśmy się z chłopakami i poszłyśmy razem na NWŚL. Reszta lekcji minęła bardzo szybko i nudno.

***

Pierwsza lekcja męki, nie była taka jak poprzednie, od razu zaczęliśmy, bez żadnych pogaduszek. Ustawiliśmy się w jednym rzędzie. Po bokach miałam dwie najbliższe mi osoby.
-Witam. Wiecie już po co się tutaj zebraliśmy i w związku z tym zaczniemy od razu. Przypominam, że jesteśmy podzieleni na dwie grupy, czyli druga połowa waszego rocznika będzie miała jutro zajęcia, a wy będziecie mieli wolne i tak na zmianę. Przez dwa tygodnie będziecie się uczyli w osobnych grupach, potem będziecie już razem. Więc na początek podstawowa sprawa. Dobierzcie się w pary.
Nie. Czy ona naprawdę lubi pogrążać uczniów? Zobaczyłam jak w moją stronę idzie Chris. Nie, nie proszę nie.  Tak. Ominął mnie, ku mojemu zdziwieniu podszedł do Claire i to ją poprosił. Zgodziła się. Nie mam pojęcia skąd oni się znają, ale się dowiem.
Chrisa nie chciałam dlatego, że był brzydki lub coś w tym stylu. Był nawet przystojny, ale chyba nie wypada tańczyć z chłopakiem przy kawałku, gdzie czasami stoi się za blisko siebie, a szczególnie gdy tego chłopaka się ledwo zna.
Także jedna Nadele już zaliczona, z Van również poszło szybko, bo połowa chłopaków pierwsze co, to zwróciła się w stronę Van. Nie wiem kogo wybrała, bo na chwilę zniknęła mi z pola widzenia. Stałam tam jak ta ciota i oglądałam się, czy byłby ktoś z kim mogłabym zatańczyć. Przede mną wyrósł jakby spod ziemi, kasztanowłosy bóg.
-Zostaniesz moją partnerką? - zapytał, uśmiechając się szelmowsko
-A mam inny wybór? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nie - odparł z cwanym uśmieszkiem
Nie wiem co było w tym takiego zabawnego, ale Edward bardzo widocznie chciał ukryć, że się śmieje.
Czekaliśmy w ciszy jeszcze chwilkę, aż reszta znajdzie swoje pary. W końcu, nauczycielka się odezwała.
-Dobrze. Najpierw nauczę was tego, co musicie opanować do perfekcji. Nie jest to trudne, ale jest to główna część tańca, więc musicie to umieć i nie ma tu mowy o pomyłce. - zapewne w osłupienie wprawiło ją to, że wszyscy jej słuchaliśmy. Cokolwiek wprawiło ją w ten stan, nei dała tego po sobie poznać -Stańce przed sobą i zróbcie mały kroczek w lewo.
Każdy posłusznie wykonał polecenie.
-Fantastycznie! - krzyknęła, klaszcząc w dłonie -Teraz, niech każdy uniesie do góry prawą dłoń i złączy ją z dłonią partnera. - odczekała, aż każdy wykona polecenie i znowy się odezwała -Super! Teraz wasze dłonie ma dzielić odległość conajmniej pięciu centymetrów. Palce wyprostowane. - zakomendowała i każdy, jak w wojsku, wykonał polecenie. -I teraz idziemy do przodu i robimy półkole.
Każdy wykonał to, o co poprosiła.
-A teraz to samo, ale zmieńcie dłonie i w drugą strone. - powiedziała, świdrując nas wzrokiem -Fenomenalnie! A teraz to samo, ale z obydwiema dłońmi
Jakoś to nam szło, jednak pod koniec każdy był zmęczony powtarzaniem trzech kroków przez godzinę. A czasami w głowie mi się kręciło od tych kółeczek.

***

Odświeżona, po godzinnej lekcji tańca, postanowiłam pozałatwiać kilka spraw. Na początek poszłam do Claire. Zapukałam do jej drzwi i powoli weszłam do pokoju. Leżała na łóżku, oglądając telewizje
-Hej. - przywitałam się
-Cześc- odparła.
-Mam kilka pytań do ciebie. - zaczęłam bez ogródek, siadając po turecku przed przyjaciółką
-Czasami mogłabyś skończyć z tymi swoimi przesłuchaniami. - powiedziała, skacząc po kanałach.
-Oj,no nie złość się, na początek powiedz mi skąd znasz Chrisa.
-Chrisa? - zmarszczyła brwi i nagle ją oświeciło - A, tego z którym tańczyłam.-pokiwałam głową.- My się znamy w sumie od małego. Nasi ojcowie razem pracowali i czasami rodzice z nim do nas przychodzili.
-Mhm.
Podniosła się z łóżka, ale chyba w głowie się jej zakręciło i złapała się za oparcie łóżka.
-Czekaj, przyniosę Ci wody.
Pomogłam jej z powrotem usiąść i poszłam do kuchni w poszukiwaniu wody.
-Jejku, kobieto co Ci się dzieje? Dzisiaj tak marnie wyglądasz. - krzyknęłam z sąsiedniego pokoju, szperając w lodówce.
-Nic. Musiałam coś zjeść i mi dzisiaj troszkę niedobrze. - odkrzyknęła
Znalazłam w końcu tą wodę i nalałam ją do szklanki.
-Już Ci niosę tą wodę....- zaczęłam
Czy ja zaczynam mówić sama do siebie? W pokoju nikogo nie było. Żadnej osoby.
Odstawiłam szklankę na stolik i rozejrzałam się po pokoju
-Claire? Claire. Claire gdzie jesteś? To nie jest śmieszne. - powiedziałam. Byłam przerażona.
Przeszukałam każdy z pokoi w poszukiwaniu dziewczyny. Nigdzie jej nie było. Może wyszła gdzieś na chwilkę, ale nic mi nie mówiła. Poczekałam 5, 10, 15 minut, a jej nadal nie było. Wkurzyłam się i wyszłam w jej poszukiwaniu.
-Van, gdzieś ty była?
Nie wiem co powiedzieć o jej wyglądzie, ale ona szła jakby piła całą noc.
-Oh, żartuje.
Blondynka od razu poprawiła ubranie i spoważniała.
-Nie widziałaś po drodze Claire?
-Nie, a co nie ma jej u siebie?
-No właśnie nie.

Wzruszyła ramionami i poszłam do swojego pokoju. Szukałam jej jeszcze u Emmetta i Edwarda, ale po niej ani widu, ani słychu. Wróciłam do jej pokoju i na czekałam. Po upływie zaledwie dziesięciu minut do pokoju (tak jakby się teleportowała) wpadła Nadele (albo i już to nie Nadele), zrzucając obraz z ściany, na którą wpadła.

_________________________________________________________________
Miałam to dodać za kilka dni, ale złożyło się tak, że dzisiaj już wstawiłam następny rozdział. Dzięki za motywację, i słowa otuchy.